Jestem zmęczonym kotem, ocieram się o szaleństwo, okoliczności splotem związany z tą grą na wieczność, batuta huja w dłoni, tłumy krzyczą o maestro, dyrygowani sami stają się diabła palestrą. Tak, w zasadzie zaczyna się cała płyta. No i mówi to coś o jej charakterze. Widzimy szaleńca, który steruje tłumem. Czy właśnie tym jesteśmy? Kim jest BOK? Dyrygentem? Idźmy dalej.
Dla takich odmieńców jak ja, życie jest śmiertelnie nudne, a kiedy widzę czym zajmują się tutaj ludzie, to gówno jest dla mnie śmiertelnie smutne (..) Chcę więcej potęgi (..) Nigdy nie miałem spokoju, więc nie wiem jak miałbym dać Ci spokój (..) Kiedy mówią mi tak już jest, patrze im w oczy tak długo bo nie znosi nikt z nich, gdy podważa się im stereotyp.
Dalej widzimy szaleńca. Ale czy to ten sam szalony człowiek, który dyryguje tłumem? Dlaczego tak bardzo chce męczyć ludzi, dręczyć, nie dać im spokoju, drażni ich wirującym spojrzeniem. O co chodzi w BOK Labirynt Babel? Po co więcej potęgi?
„Ubiorę słowa, w elegię do Boga (..) Sprzedałeś sumienie, ja niosę odkupienie (..) Me sumienie wymienię na zrozumienie, że nie mienie, lecz niesienie dobra ma sens.”
Tak, to chyba wystarczające uzasadnienie dla dyrygenta. Zastanawiam się tylko, co w labiryncie Babel BOK jest prawdziwe, a co sprowadza się do roli kreacji, narzędzi dla satysfakcjonującego efektu. Hmm.. Może kiedyś do tego dojdę.
